The Voice of Poland
Ewa Szlachcic kłamie nam w twarz
0
Way No Way
Przed kilkoma dniami pisałam o jednej z ulubienic facebookowego audytorium The Voice of Poland, Ewie Szlachcic. Ognistowłosa wokalistka na co dzień jest członkinią zespołu Way No Way, w którym odpowiada za warstwę tekstową. Choć trudno było to sobie wyobrazić, przy pierwszym przesłuchaniu ich piosenki pt. “Wyrafinowanie” słychać bardzo wyraźnie słowa “łamiemy sobie twarz”. Dość brutalnie. Po głębszej analizie, zwłaszcza w koncertowej wersji utworu, staje się jasne: w piosence jest mniej Stevena Seagala a więcej Johna Malkovicha. Poprawny wers tekstu brzmi: “kłamiemy sobie w twarz”.
Zachęcamy do wyrobienia sobie własnej opinii:
Ćwierćfinał The Voice of Poland
0
Ola Galewska
Niespodzianek nie było – odpadli ci, na których stawiano. Najbardziej chyba żal Edyty Strzyckiej, bo moim zdaniem z odcinka na odcinek odblokowywała się jako sceniczna wokalistka. Nie zgadzam się z Kayah, że “Empire state of mind” w dogrywce oddała walkowerem. To był fajny występ, natomiast Mateusz Krautwurst jest gatunkiem chronionym niczym żubr w Puszczy Białowieskiej, więc Edyta z miejsca była skazana na odstrzał. Co do Mateusza, w rockowej wersji “It’s my life” było sztywno jakby kij połknął, w swingowej znacznie lepiej. Dogrywka też poprawna; może Kayah wreszcie nagra z nim duecik. Filip Moniuszko jest przesympatyczny, ale kolejny raz nie poradził sobie z utworem. Myślę, że w pierwszej kolejności nie radzi sobie ze stresem, bo w w niższych fazach VoP bez problemu udowadniał swój talent.
To nie fair, że jedno z pary Monika Urlik – Damian Ukeje pożegna się z programem w następną sobotę. Oboje zasłużyli na równorzędne pierwsze miejsce. Damian idealnie zinterpretował “Nothing else matters” Metalliki gdy Monika śpiewała nieco mniej spektakularną piosenkę o bidecie “Beaaatit” Michaela Jacksona. Dogrywka postawiła ją na równe (bose!!!) nogi. Grzegorz Ciechowski niestety umarł przedwcześnie i nie dane mu było ujrzeć na własne oczy, jakie cuda można wyczyniać z jego kawałkiem. Ewelina Kordy również świetnie wypadła w pierwszej piosence. W innych drużynach walczyłaby o finał.
Wiecie, że w Google ludzie szukają potwierdzenia romansu Piaska z Kasią Lisowską? Widocznie sprawa lansu Kasi kosztem lepszych wykonawców była na tyle zagadkowa, że internauci nie potrafili znaleźć innego wytłumaczenia, mimo odmiennej orientacji seksualnej Piaska (z którą gwiazdor się nie ukrywa). Dzisiaj nie mogło już być innego wyniku – Antek Smykiewicz i Rafał Brzozowski śpiewali świetnie i czysto, czego się nie da powiedzieć o ich koleżance. Ale pewnie i tak to ona nagra płytę graną w radio a nie Marta Florek czy Anna Galstyan.
Antek nauczył się poprawnie artykułować słowa w rodzimym języku, a Rafał zaprezentował się z nowym instrumentem. Którykolwiek z nich wejdzie do finału, wstydu nie będzie. Pan Smykiewicz targetuje w nastolatki a pan Brzozowski jest raczej faworytem takich “dziewcząt” w moim wieku. Może faktycznie szanse dawane mu na początku programu były nieco na wyrost, ale to uczestnik, który wiele wyniósł ze sprezentowanych mu lekcji. Największy postęp w The Voice of Poland.
Ola Galewska i związane z nią kontrowersje. Znałam jej interpretację “Hey Ya” z wrzuty na Facebooku. Zdążyłam tamtą wersję pokochać i odtworzyć z tysiąc razy. Dla mnie każdy dźwięk w niej jest idealny. Wersja z odcinka różniła się od studyjnej, a przede wszystkim różniła się od oryginalnej. Przy całkiem zmienionym temacie ludzie mają wrażenie, że Ola fałszuje. Jazzowe improwizacje wokalne nie są łatwe i przyjemne, nie każdy słuchacz je ogarnia, ludzie pragną kotleta z kapustą zamiast muzycznego sushi, dlatego koniec końców zagłosują na wykonawców bardziej prostych i mierzalnych. Ale ja mam znacznie więcej szacunku do Oli aranżującej i improwizującej, niż do Piotrka Niesłuchowskiego śpiewającego kopię hitu mojej młodości “Are you gonna be my girl”. Jeżeli już się chce wiernie odtworzyć utwór, trzeba to zrobić dobrze, a tu mi tego zabrakło. Przede wszystkim, choć ten song często jest prezentowany na zawodach “Air Guitar Hero”, nie oznacza to, że mikrofonem trzeba machać jak gitarą, bo wtedy niewiele dźwięków dotrze tam, gdzie powinno, tzn. do ucha słuchacza. Piosenka z dogrywki to z kolei wierne odtworzenie barwy głosu Roberta Gawlińskiego. Milion razy wolałam Piotrka z ubiegłego tygodnia. Teraz też nie jest źle, ale to Ola jest Artystką, zaś Piotrek odtwórcą. Poza tym jakiś sadysta obciął mu włosy.
Oryginał:
Karolina Charko bardzo fajnie zinterpretowała piosenkę Leonarda Cohena. Cieszę się, że wreszcie nauczyła się stopniować napięcie głosem. To był jej zdecydowanie najlepszy występ w programie i jedno z czołowych wykonań wieczoru.
W oczekiwaniu na repertuar Anny Galstyan…
0
Damian Ukeje i Anna Galstyan
W odróżnieniu od większości startujących w programie The Voice of Poland Anna Galstyan jest – po prostu – amatorką z dobrym głosem, która nigdy wcześniej nie brała udziału w telewizyjnych poszukiwaniach talentów. Wokalistka ormiańskiego pochodzenia udowadnia, że na polskiej scenie soul powinno się dla niej znaleźć miejsce. Leniwy ale mocny i kontrolowany głos póki co brzmi świetnie w coverach:
“Sing it back” z repertuaru Moloko
“Someone like you” z repertuaru Adele
Najlepsza bitwa pierwszej edycji “Voice of Poland” stoczona z Damianem Ukeje Komentarz z YouTube: “Oryginał jest jak dobranocka, a to jest prawdziwy dreszczowiec”. (“another way to die” z repertuaru Jacka White’a i Alicii Keys)
Kiedy program się skończy, nie możemy o niej zapomnieć i pozwolić jej odejść tam, skąd przyszła. Na pewno łatwiej jest artystom już posiadającym swoje zespoły, epki, regularnie koncertującym, bo wtedy na bieżąco mogą oni konsumować swoje pięć minut, ale na niektórych warto zaczekać z kredytem uwielbienia trochę dłużej.
Kaja Domińska już ma na koncie płytę
0Kaja Domińska
W reakcji na komentarze “Kaju jeżeli nagrasz płytę to pierwszy ją kupię” spieszę poinformować: płyta już jest dostępna. Kaja Domińska to jedna z dwóch wokalistek zespołu Lora Lie. Premiera ich epki “Catadores” odbyła się 4 listopada. Oczywiście, epka nie jest tzw. “longplayem” ale można ją nabyć już dziś, pisząc maila na adres piotr.strzemieczny@wp.pl (cena 15 zł + koszt przesyłki). Warto też się rozejrzeć za EP “Rewind” z ubiegłego roku. Poniżej najlepsza moim zdaniem piosenka – “Empty pockets”. Brzmi nawet radiowo. Chyba zgodzicie się, że Kaja brzmi lepiej w repertuarze własnym niż Phila Collinsa?
Aleksandra Kasprzyk planuje nowe projekty i… nowy tatuaż
0
Aleksandra Kasprzyk
Rozpoczynamy mały “tour” po uczestnikach The Voice of Poland, którzy z takich czy innych przyczyn nie weszli do finałowych piątek, a są ciekawymi propozycjami na polskim rynku muzycznym. Jedną z najbardziej rozpoznawalnych wokalistek programu niewątpliwie była Ola Kasprzyk, choć dostała się do dwunastki Nergala dopiero po radiowej dogrywce, a później zdaniem trenera w bitwie lepiej zaśpiewał Filip Sałapa. Pani Kasprzyk ma ponad 3500 fanów na Facebooku, czyli znacznie więcej niż część pozostających w grze. Dodajmy – jej profil jest bardzo aktywny.
“Wyjeżdżam z nową energią i nowymi kawałkami. Mam nadzieję, że kilka z nich bardzo szybko ujrzy światło dzienne” – zapowiada 27-letnia solistka zespołu Mothernight. Równie intensywnie co nad materiałem, Ola pracuje nad tatuażami. Po gwieździe na ręce w grudniu zadba o inny mały wzór, a w styczniu zaczyna pracę nad ozdobą zakrywającą biodro, cały bok i częściowo plecy. No cóż. Ja bym nie chciała mieć żadnego tatuażu, ale może dlatego nie jestem wokalistką rockową.
Ola Kasprzyk casting
Mothernight – “Another chance”
Ewa Szlachcic i Ares Chadzinikolau odpadli z The Voice of Poland
1Uwielbiam, kiedy jurorzy programów telewizyjnych na przestrzeni wieków jednym uczestnikom mówią: “Nie zaskakujesz, ciągle widzę cię w jednej formie, wyczerpujesz schemat” a innym: “To jest twoja wyłączna prawdziwa stylistyka, nie możesz się zmienić, bo nie będziesz sobą”. Bardziej jednak uwielbiam kawę z mlekiem.

Monika Urlik
Po tym filozoficznym sucharze wspomnę, że gdyby głos Moniki Urlik był spadochronem, nie bałabym się skoczyć nawet z księżyca. Tylko niesprawiedliwością dziejową dama z Dzierżoniowa (tzn. moja ziomalka) może tej edycji nie wygrać. Jest najbardziej wszechstronna, ma wielką skalę. Uczyła Olę Szwed śpiewu. I przechodzimy do tzw. “smaczku”: Monika Urlik wysłała trzy demo do Kayaxu! Jak się można domyślać – nie tylko do Kayaxu! Talent jak diament wyrzuca się do śmieci celem promocji miernot! Kayah akurat nie powinna zebrać za to cięgów, bo gromadzi niezłych artystów (choć nikogo o umiejętnościach wokalnych pani w ciąży), ale o polskim showbiznesie ten fragmencik mówi wszystko.
Dwa najmocniejsze wykonania wieczoru zaprezentowali jednak panowie: Piotr Niesłuchowski, a zwłaszcza Damian Ukeje. O tego pierwszego się bałam, bo Ania Dąbrowska z początku lekko go podkastrowała artystycznie, ale Zombie w jego wersji zabrzmiało jak trzeba. To był wreszcie Piotrek, którego pamiętamy z castingu. Damian Ukeje wzbogacił w końcu swój występ o autentyczne emocje. Denerwuje mnie ogień puszczany z uporem (piro)maniaka w trakcie pobytów pana Ukeje na scenie. Ten wokalista sam potrafi zadbać o odpowiednią temperaturę. Jest świetny. I podobno jest też przedłużeniem penisa Nergala w tym programie.
Zawiodła mnie Ola Galewska; “Georgię” słyszałam już w lepszych wersjach w polskich talent shows, chociaż w żadnej jak dotychczas z kontrabasem. Na szczęście ta piosenkarka z nietuzinkową osobowością zamiotła w grupowym “Bang Bang” (lub gang bang, w tym akurat przypadku). Wreszcie po raz pierwszy w programie ujrzałam światło nad Karoliną Charko. W programie zaśpiewała lepiej od Ewy Szlachcic, w dogrywce gorzej (a może raczej to Ewa wyszła tam ze stylistyki scenicznej Majki Jeżowskiej i po prostu udowodniła swoje umiejętności), jest od swojej rywalki znacznie mniej charyzmatyczna poza sceną, ale nie dam już o niej złego słowa powiedzieć jako wokalistce. Przez kilkadziesiąt sekund śpiewu Karoliny słuchałam jej interpretacji z uwagą i uznaniem. Nawet przestała wyglądać jak Wednesday Adams. Co nie zmienia faktu, że gdybym to ja decydowała, zostałaby Ewa.
Lubię Aresa, szkoda, że nie mógł dostać piosenki naprawdę reggae, tylko dali mu jakiś badziew. Trudno było o inną decyzję teamu niż awans Eweliny Kordy. Gwoli sprawiedliwości – jej pierwszy występ brzmiał niczym stare Modjo na dyskotece po trzeciej nad ranem, kiedy dla wszystkich jest już nieistotne, czym ich raczy DJ. Kiepściutko. Ula Rembalska podsumowała bardzo trafnie: “Śpiewała na 50%”. Druga wersja mocno poprawiona. Niemniej jednak, Lady Gadze można postawić wiele zarzutów, m.in. że zrzyna z eurodance’u lat 90-tych ile wlezie, a Ace of Base to momentami kopiuje przez ctrl + c. Ale Gaga śpiewa swoje piosenki lepiej od tych, którzy śpiewają piosenki Gagi.
Ania Dąbrowska i jej drużyna – “Bang Bang” cudowna wersja
Voice of Poland: Odpadli Ian Rooth oraz Kaja Domińska
1To chyba pierwszy odcinek znakomitego show The Voice of Poland, w którym żadne z wykonań nie powaliło. Najlepiej zaprezentowała się znana już wszystkim Ewa Farna, a na pocieszenie dla uczestników znacznie poziomem odstawała Kim Wilde.

Ewa Farna
Na szczęście, gdy brakuje emocji, można je sobie stworzyć samemu, o co zadbali biorący udział w konkursie poprzez sprzeczki z jury, ewentualnie przez publiczne obściskiwanie się z bliskimi. Jeden z internautów trafnie ocenił obecność Mateusza Krautwursta w drugim sing-offie: “To był jego najlepszy występ w programie, co nie zmienia faktu, że wcześniej powinien był dwa razy odpaść”. Po zaśpiewaniu piosenki “Ostatni” z repertuaru Edyty Bartosiewicz Mateusz usłyszał od Nergala, że jest jak kościoły w Europie Zachodniej – piękny z zewnątrz, ale budzący coraz mniejsze zainteresowanie. Ania Dąbrowska z kolei wytknęła mu wokalną perfekcję lecz emocjonalną pustkę. Wokalista przypomniał Ani jej własne początki w polsatowskim “Idolu”: “też cię krytykowano i szybko odpadłaś”. Internet podzielił się w opiniach na temat zdarzenia, natomiast głosujący zdecydowali o awansie Krautwursta z pierwszego miejsca. Dla przypomnienia – w poprzednim odcinku Ola Galewska, różniąca się opinią od trenerki, również otrzymała promocję z tej uprzywilejowanej pozycji. Nie wiem, czy Mateusz emocje zaprezentował w sposób naturalny czy sztuczny, ale brzmiało dobrze.
Moim ulubionym wokalnym fragmentem w sobotę była końcówka “Beautiful” w wersji Edyty Strzyckiej. Piosenkarka w pełni wydobyła tam swoją barwę i nie dziwię się, że team Kayah postanowił ją uratować. Nie jestem wielką zwolenniczką targania mam na schody ani szukania drugiego dna w neutralnych wypowiedziach Piaska, ale popieram entuzjastyczne opinie jury. Dwa momenty w piosence zadrżały, reszta bez zarzutu.
Słabiej poradzili sobie Filip Moniuszko oraz Kaja Domińska. Chłopak w prezencie otrzymał do zaśpiewania minę przeciwpancerną zatytułowaną “Bring me to life”, czyli utwór do którego odpowiedni głos mają tylko Monika Urlik i Ewa Szlachcic. Wybronił się, ale szału nie było. Kaja z kolei dostała kolejną piosenkę w zbliżonej stylistyce do śpiewanych poprzednio. “Rzewną” – w skrócie podsumował ten gatunek Nergal. W pierwszej próbie czysto było tylko czasami. W dogrywce lepiej. Można jednak zrozumieć trenerkę, która wspólnie z teamem, z myślą o formule programu, postawiła na bardziej wszechstronnego zawodnika.
Nie oglądam serialu z Hanką Mostowiak, ale żart Filipa jakoby “Bring me to life” było dedykowane tej postaci był cudowny. Widocznie śmierć telewizyjnej kreatury jest tematem tabu dla milionów Polaków, gdyż z widowni powiało ciszą.
Piasek pożegnał najbardziej charyzmatycznego wykonawcę ze swojej ekipy. Ian Rooth rozwija się wokalnie; “Move like Jagger” zaśpiewał przyzwoicie (w każdym razie wokalista Maroon 5 na żywo nie śpiewa lepiej), zatańczył, show opracował sam, ale w sumie po co takich ludzi promować, prawda? Lepiej zapraszać na polskie radiowo-telewizyjne festiwale gwiazdki disco z Rumunii czy Azerbejdżanu wykreowane w zagranicznych wytwórniach. Szkoda – polski rynek tanecznego popu czeka na showmana, bo na razie na tym froncie pustki, chyba że uznamy za “swoich” Danny’ego i Matta Pokorę. Zauważcie, że Piasek w swoich wyborach był osamotniony. Zignorował dream team a także wtrącającą się Kayah.
Wiemy o powiązaniach Piaska z Kasią Lisowską i Rafałem Brzozowskim spoza programu; być może to w jakimś stopniu ułatwiło jurorowi podjęcie decyzji. Nie uważam występu Rafała za zły (choć nie tak dobry jak dwa tygodnie temu), a Kasia zanotowała swój zdecydowanie najlepszy jak dotąd wieczór. Natomiast uważam, że takich jak oni mamy wielu, a ta konkretna dwójka już ma gdzie się lansować. Przypomnijmy: obecne w mediach zespoły Mono oraz SheMoans.
Po boskim “The one I love” Antka Smykiewicza przyszedł znacznie słabszy “Siłacz” (wybaczcie oksymoron) i odkrycie, że Antek ma problem z poprawnym śpiewaniem końcówek w języku polskim. Trener zwracał na to uwagę, niestety zawodnik nie przyłożył się wystarczająco do lekcji. Na marginesie, nie zdziwiłabym się gdybyśmy w ramach show “odgrzewane kotlety vol.2.0″ w eliminacjach w drugiej edycji The Voice of Poland ujrzeli Marcina Rozynka.
Czy Monika Urlik przyszła do VoP by uczyć się od Nergala emisji głosu?
0Monika Urlik
Odkąd prowadzę bloga, zaglądam co słychać u zwierzęcia zwanego Pudelkiem. Portal przygotował wypowiedź uczestnika The Voice of Poland, Gabriela Fleszara, swego czasu znanego z hitu “Kroplą deszczu”. Gabryś pojawił się na eliminacjach i został zakwalifikowany do drużyny Nergala, który jako jedyny juror odwrócił się podczas wykonania “Lazy song” z repertuaru Bruno Marsa.
“Niczego się nie nauczyłem. Miałem pół godziny warsztatu przed bitwą” – oznajmił. Bitwę wygrał. Zauważył również, że startujący w programie nie są amatorami i, podobnie jak on, mają na koncie wydane płyty. Autor artykułu pomstuje na to w wielkich literach.
Pytanie zasadnicze: wolimy dziewięcioletnie dziewczynki wygrywające “Mam Talent” czy pragniemy samemu zdecydować, czyje autorskie dzieła z miejsca kupujemy? No i nie da się tego faktu ukryć, gdyby Szeherezada po ośmiu latach współpracy z ogólnopolskimi tytułami zechciała nagle zdawać na dziennikarstwo pewnie nie nauczyłaby się na tych studiach wiele jeśli chodzi o warsztat. Są pewne kierunki, podobnie jak i pewne programy telewizyjne, gdzie chodzi o lans oraz kontakty. Czy Monika Urlik chce się nauczyć od Nergala techniki emisji głosu? Ola Galewska wręcz ucisza współpracujący z nią team.
Każdemu jednak według jego potrzeb. Są tacy, którym warsztaty dają wiele. “Kayah otwiera umysł” – napisała na Facebooku Edyta Strzycka. Nic pisać nie musi Rafał Brzozowski, bo cała Polska słyszy jak Andrzej Piaseczny powściąga u niego fałsz. W końcu mamy amatorów typu Antek Smykiewicz bądź Kaja Domińska; oboje cieszą się olbrzymią popularnością wśród telewidzów, a są bardzo młodymi ludźmi bez muzycznych sukcesów na koncie.
Jedyne, na co zwraca uwagę Fleszar i co jest warte przemyślenia, to brak większego wpływu wykonawcy na repertuar, przynajmniej w początkowej fazie show. Cała Polska słyszała utalentowanego Filipa Sałapę w “Enjoy the silence”. Ewa Szlachcic zrobiła na swoim facebookowym profilu sondę wśród fanów w kwestii piosenki, gdzie wyszło na jaw jak bardzo rozmijają się opinie sympatyków Ewy z wyobrażeniami Ani Dąbrowskiej oraz producentów. Sama pani Szlachcic również nie była zachwycona propozycją “Raise your glass” Pink.
Wielu odbiorców wolałoby słyszeć też polskie piosenki, a te są rzadkością w sing-offie.
Zmiana zasad w The Voice of Poland
0
Filip Moniuszko
Jeżeli do tej pory decyzje głosujących widzów i eliminujących jurorów były trudne, od tego momentu zacznie się prawdziwa rzeź. SMSy ocalą tylko jedną osobę z każdego teamu! Kolejnego szczęśliwca podobnie jak dotychczas uratuje jego trener, a dwóch pozostałych na placu boju zmierzy się w dogrywce.
Występujący w sobotę Filip Moniuszko profilaktycznie już teraz panikuje na Facebooku: “elo elo trzy dwa zero
) Jesteście kochani??
)) Jeszcze tylko czwartek, piątek i sobotaaaa!!!!!!!!!! Mam takiego stresa, że sobie sprawy nie zdajecie. Tym bardziej, że tylko jedna osoba z drużyny będzie ocalona przez widzów. aaaaaaaaaaaaaaaaaa jakie to stresujące….. Mam bardzo fajny kawałek, inny niż dotychczas
Troszkę was zaskoczę
))) Mam nadzieję, że pozytywnie
))))))”
W poprzednim odcinku z jego udziałem to Kaja Domińska zwyciężyła w drużynie Kayah a Filip zajął drugie miejsce. Tym razem należy walczyć nie tylko o miłość głosujących, ale również trzeba uważać, by nie podpaść trenerom (Ola Galewska może mieć z tym kłopot).
Porównajmy jak przedstawia się sytuacja z lajkami na Facebooku u występujących w sobotę. Wiadomo, że z tego cudu techniki korzystają głównie młodzi z dostępem do internetu, a SMSy wysyła bardziej zróżnicowany elektorat, ale sprawdźmy za kim stoi sieciowa opinia publiczna:
Ian Rooth – 3032 lajków
Filip Moniuszko – 3000
Antek Smykiewicz – 2597
Mateusz Krautwurst – 2306
Kaja Domińska – 2236
Kasia Lisowska – 1457
Rafał Brzozowski – 1170
Edyta Strzycka – 1126
Wniosek? Młodzi chłopcy w cenie!
Te liczby nie muszą się przekładać na awans, np. Maciek Moszyński po odpadnięciu ma obecnie 3766 lajków a Filip Sałapa ma ich 3264. Dobrze się zastanówcie, na kogo oddacie swój głos. Żaden faworyt nie jest bezpieczny (no, chyba tylko Monika Urlik, ale to za półtora tygodnia…).
Ewa Szlachcic w The Voice of Poland
1
Ewa Szlachcic
Jeżeli myślicie, że już gdzieś widzieliście tę rudowłosą damę, to macie rację. Urodzona w Białymstoku Ewa Szlachcic brała udział w Tak to leciało, Szansie na Sukces (otrzymała wyróżnienie) i niedawnej Bitwie na Głosy. Oczywiście, żaden z tamtych programów nie dawał takich możliwości na indywidualną promocję jak najnowsza propozycja TVP2, The Voice of Poland.
Ewa zwróciła na siebie moją uwagę podczas przesłuchania w ciemno i jest jednym z tych kilku artystów, którzy w niczym jak dotąd nie zawiedli. Śpiewa mocno, czysto, a jej wykształcenie aktorskie jest atutem w czarowaniu przed kamerą. Zauważcie jej zachowanie na scenie, w tym mimikę. Różni się od pozostałych uczestników.
A to zapis bitwy, w której charyzmą zdmuchnęła dwukrotnie większą od siebie przeciwniczkę:
Mimo niewątpliwych atutów Ewy, to właśnie ją Ania Dąbrowska typowała dwukrotnie do dogrywki. Kto wie, może dlatego, żeby odpadające fałszujące rywalki nie miały poczucia krzywdy, że przegrały z kimś równym sobie. Co najbardziej ujmuje mnie w personie Ewy Szlachcic wykreowanej w VoP to brak kompleksów i sztucznego krygowania się. “Nie stresuję się. Kocham być na scenie, to jest moje życie, więc nie mogę się doczekać występu” – mówi.
Większy problem mam z twórczością jej zespołu Way No Way, którego jest frontmenką. Ewa głównie pisze teksty, a jej mąż komponuje. Grupa zgarnęła kilka nagród na festiwalach, co przy takiej wokalistce jest zrozumiałe. Po kilkakrotnym przesłuchaniu dostępnych na ich facebookowym profilu mp3, mogę polecić utwór “Your Love”. Niestety po angielsku, ale przynajmniej nikt tam nie łamie nikomu twarzy, w przeciwieństwie do piosenki “Wyrafinowanie”.
Najnowsze Komentarze