Posts tagged marcelina olak

Maciej Czaczyk zwycięzcą 2 edycji Must be the Music

0

Maciej Czaczyk

Z programami tego typu jest jak z kreacjami w drogich butikach: najlepiej wyglądają na młodych dziewczynach, ale te mogą sobie finansowo pozwolić na takie luksusy dopiero po pięćdziesiątce. W talent shows publiczność uwielbia głosować na bardzo młodych ludzi (Marcelina Olak – 14 lat, Maciek Czaczyk i Ernest Kozłowski – 17 lat) podczas gdy artyści bez obowiązków szkolnych, naprawdę gotowi by z marszu wejść na wielki rynek, są pomijani.

Atutem tej edycji MBTM jest specjalna kwota 100.000 zł przeznaczona na promocję w radiu RMF FM. Dlatego kiedy Maciek wróci z płytą, otrzyma autentyczne wsparcie. Dotąd prorocze okazywały się słowa piosenki “I co” Tadeusza Nalepy: “Za rok to on, nie ty”. Za rok trzeci sezon programu i nowi bohaterowie. Zobaczymy, co stanie się z aktualnym zwycięzcą.

Finałowe wykonanie piosenki

Podglądanie komentarzy na Facebooku było ciekawym zajęciem. Tak długo jak trwały występy, internauci byli każdym kolejnym wykonaniem zachwyceni. Wielu pisało: “Głosuję na Raggafayę i Czaczyka lub “Tylko EIMH i Czaczyk a gdy przyszło do ogłoszenia wyników rozpoczął się rynsztok, w którym kibice składu reggae oraz Erisów zjednoczyli siły przeciwko triumfatorowi.

Sama narzekałam, że Maciek nie zapoznał nas ze swoimi autorskimi piosenkami (a wiemy, że ma zespół oraz własne kompozycje), natomiast blues jest stylem, w którym wszyscy wykonują klasyki, w przeciwnym razie należałoby zakazać artystom tworzącym podwaliny pod muzykę współczesną zakazać gry na koncertach “Summertime”, “All along the watchtower” czy “Knockin’ on the heaven’s door” a te należą do repertuaru każdego słynnego muzyka gatunku i często wręcz się zapomina, kto jest autorem. Ponadto – nie widziałam dotąd, żeby od harmonijkarzy, skrzypków czy akordeonistów wymagano własnej twórczości; oni grają interpretacje. I to samo zrobił nasz gitarzysta. Posłuchajcie oryginalnej wersji Nalepy i finałowej wersji Czaczyka. Przecież to różne wariacje tematu.

Jakuub Krupski - Maria

Nagrodę za aranż dostanie ode mnie jednak Kamień Kamień Kamień, ponieważ ich wykonanie “RX” wewnątrz “Let’s dance” było mistrzowskie. Kapela bardzo dobra, wokalista świetny mimo cieni na powiekach i pod powiekami… Nie mogą dać o sobie zapomnieć. Internauci robili sondy czy Kuba Krupski – Maria był pijany czy raczej naćpany, jednak według mnie najciekawszą i wymagającą gruntowniejszych badań minę zrobił pan Darek Maciborek gdy usłyszał wyniki.

Nigdy nie należałam do ludzi rozbierających -core itp. na czynniki pierwsze; dla mnie Czaczyk oraz Eris is my Homegirl znajdują się w worku z określeniem “rock’n'roll” czyli muzyką, którą uwielbiam na koncertach oraz dyskotekach. I przyznanie tym wykonawcom dwóch pierwszych miejsc jasno wskazuje, że Polacy szukają w mass mediach mocniejszego kopa. Hello, radiowcy, może czas dostroić playlisty?

Ernest Kozłowski i loczki

Żałuję, że Eris is my Homegirl nie zagrają na Sylwestrowej Mocy Przebojów w telewizji u boku grupy Video. Chciałabym, żeby internauci zrobili akcję “zbieramy ileś tam lajków i piszemy do Polsatu”. Wszyscy wykonawcy finału byli cudowni, powinni dać show w Sylwestra zamiast części z muzyków, którzy tam będą zamiast nich. Nie dziwię się czterdziestu głosom na tak i zeru na nie.

Jakieś minusy? Oczywiście – powrót do castingu zamiast trzeciej piosenki. Na pewno to miało pomóc promocji *utworu* w głowach widzów, ale chyba lepszy efekt dałaby możliwość zaprezentowania szerszego spektrum przez artystów. Ucierpiała na tym m.in. Raggafaya, znana ze wszystkich przebojowych kompozycji. Ale to nie jest zespół, który zginie w tłumie. Już teraz panowie podkreślają znaczne zwiększenie frekwencji na koncertach – po to przecież wybrali się do telewizji. Warto obejrzeć ich klipy na YouTube, gdzie w komentarzach ludzie wieszają psy na Kamilu Bednarku, że się sprzedał w “Mam Talent” i że z Babilonem walczy Raggafaya a Bednarek to pozer. A tak naprawdę, dobra muzyka jest dla wszystkich z nas. Nawet jeśli nie wszyscy mają techniczne umiejętności bądź czas by szukać innych klimatów od oferowanych w mainstreamie, teraz mogą poznać różnorodne style i ich przedstawicieli, być może zainteresować się nowym gatunkiem. Za to bardzo duży plus dla programu Must be the Music.

Must be the Music 2: zapowiedź finału

0

RaggaFaya

Dziesięciu wykonawców, tylko jeden zwycięzca. Już od wczoraj można na nich głosować (z jednego telefonu zliczane jest dziennie maksymalnie 10 smsów):

pod numer 7370 wysyłamy:
1 – Raggafaya
2 – Marcelina Olak
3 – Bruk Braders
4 – InoRos.
5 – Natalia Zozula
6 – Kamień Kamień Kamień
7 – Maciej Czaczyk
8 – AtmAsfera
9 – MashMish
10 – Eris is my Homegirl

Kto ma największe szanse na powtórzenie sukcesu Enej?

Polsko-ukraińska grupa już dzień po wygranej mogła usłyszeć swoje piosenki w radio… i to jak najbardziej komercyjnym! A po kilku tygodniach cały kraj śpiewał refren ich wypromowanego przez program hitu. Żeby dorównać temu osiągnięciu potrzebna jest skoczna melodia – oczywiście własnego autorstwa. Po półfinałach faworytami dla mnie są Raggafaya i InoRos. Wiele godzin po programie, bez ponownego wysłuchania, wciąż potrafiłam nucić te fragmenty:

Kto jest gotowy na sukces?

Przy podsumowaniu jednego z poprzednich odcinków zarzuciłam MashMish, że takich jak oni jest na pęczki i lepiej by było dla zróżnicowania polskich anten radiowych, gdyby umożliwić większy lans grupom Kamień Kamień Kamień i AtmAsfera. Proszę bardzo – wszyscy weszli do finałowej rozgrywki. Wygrają czy nie, ich menadżerowie powinni walczyć o byt tych zespołów w masowej świadomości Polaków. Wszystkie mają szansę się przyjąć w massmediach.

Kto musi najpierw zdać maturę?

Wątpię, że Jimi Hendrix miał maturę, gdy grał hymn amerykański na Woodstocku, ale zanim Maciek Czaczyk zagra nasz hymn na naszym Woodstocku (oby nie w aranżacji Adama Sztaby bo się skończy jak u Edyty Górniak w Korei) powinien jednak odebrać papierek ze szkoły. Uważam, że ma bardzo duży talent, koncertuje, ale na tym etapie rozwoju nie może jeszcze dać nam wiele siebie.

Marcelina Olak ma pokaźne pudło rezonansowe predysponujące ją do bycia dobrą wokalistką po doszlifowaniu niuansów (typu “doły”). Może widzimy się za pięć lat w The Voice of Poland? Głos Natalii Zozuli jest istotnie zjawiskowy, a najlepsze jest w nim to, że wcale nie musi być szkolony pod kątem operowym. Doskonale już na tym etapie pasuje do muzyki klubowej (o rany, jak ja chciałabym ją dzisiaj usłyszeć w piosence “Tear drop” Massive Attack, co oczywiście nie nastąpi) oraz do repertuaru typu Within Temptation lub hitu “My immortal” Evanescence. Wątpię jednak, by ktoś doradzał jej pójście tą drogą.

O rany…

Bruk Braders są znani w Polsce i za granicą, beatbox uprawiają bardzo dobrze, ale większość społeczeństwa na dłuższą metę nie jest w stanie tego słuchać jako muzyki (czym innym jest klip YouTube a czym innym audycja radiowa). Profesjonaliści zostali docenieni poprzez awans do finału, mają swoich fanów i zapewne na tym się to skończy.

Eris is my Homegirl to w większym stopniu od poprzedników “wykonawcy piosenek”, choć zapewne część telewidzów w ogóle zespołu za nich nie uważa. Growl, pig squeal i inne gatunki specyficznego wokalu klasyczny widz lub radiosłuchacz dzieli na: “darcie ryja”, “darcie mordy oraz “darcie japy”. Kapela ma wielu fanów, którzy będą głosować (ja już zagłosowałam) ale obiektywnie, poza niszą nie mają szans na egzystencję w mediach. Chyba, że jako celebryci (vide: Nergal). Życzę im powodzenia.

Must be the music – 3 półfinał

5

Od zawsze ciekawiło mnie, skąd biorą się matematyczne podziały na liczbę półfinałów większą od dwóch. Trzecia połowa wbiła się do naszego słownika z odwagą wyrazu “zajebiście” i w dobie porozumiewania za pomocą skrótów uprościła wiele spraw. Zamierzam napisać tekst na temat trzeciego odcinka kwalifikującego do występu w finale programu Must Be The Music, ale ani magazyn TV, ani SEO-pozycjonowanie takiej drogi na okrętkę nie uznają.

Niech będzie – trzeci półfinał. Za tydzień, o zgrozo, czwarty.

Pani Paulina Sykut ślicznie swego czasu śpiewała w duecie z Iwanem Komarenką, jednak konferansjerka to inna para kaloszy, więc przygotowując się do niej warto jest przypomnieć sobie nazwiska, o których zamierza się informować widza. O ile prezydent Starogardu Gdańskiego jest większości odbiorców postacią obcą, o tyle uczestniczka, na którą zamierzają głosować już taką nie jest. Wioletta ma na nazwisko Marcinkiewicz. Jak nasz były premier. Łatwo zapamiętać.

Po wpisaniu w Google frazy “Wioletta Marcinkiewicz” wyskakuje informacja, że wokalistce podczas energicznego występu wysunęła się pierś. Wątpię, żeby którykolwiek z oglądających zwracał na takie rzeczy uwagę, dlatego współczuję producentom newsów konieczności analizowania wszystkich zdjęć w detalu z nadzieją na cień sensacji. Adeptka fryzjerstwa z Krynicy Górskiej zaśpiewała piosenkę Czesława Niemena, ale do finału nie awansowała, zadając kłam teorii, że wystarczy sięgnąć po jego repertuar i być osobą młodą, aby automatycznie dostać się dalej dzięki głosom widzów.

To stało się udziałem innej panny w ubiegłą niedzielę. Marcelina Olak sięgnęła po “Dziwny jest ten świat”. 14-latka wykrzyczała kolejno wszystkie frazy, czym wprawiła w zachwyt polskich posiadaczy telefonów komórkowych. Ela Zapendowska powiedziała jej, że czasem piano znaczy więcej niż forte. Kora dla odmiany nazwała ją “światową”. Prawda tradycyjnie leży pośrodku. Jestem zwolenniczką teorii, że trzeba parę razy dostać kopa w tyłek – i to takiego porządnego – żeby mieć czelność brać się za taki repertuar. Wtedy osobiste przeżycia, doświadczenia stanowią wartość dodaną i nawet cover staje się samoistnym bytem. Nie ma co się załamywać, polski showbiznes na pewno kopniakami zdolną dziewczynkę uraczy i może za dziesięć lat opowie nam ona we własnych piosenkach, o własnych przemyśleniach.

Kimś takim miała szansę być w zeszłym odcinku Anna Karwan. Osoba współpracująca z Anią Dąbrowską, Moniką Brodką i Anią Wyszkoni, a dysponująca lepszym wokalem od tych wszystkich pań razem wziętych. Choć tytuł wybranego utworu Adele “Turning tables” mówi wiele, nie jest autorskim dziełem Ani. Na tym samym poległa w pierwszym półfinale Nikola Pustała, która przecież również tworzy własne piosenki.

Siła pierwszej edycji Must be the Music polegała na tym, że wielu wykonawców obytych ze sceną zaserwowało nam gotowy produkt, który ludzie kupili w mniejszym lub większym stopniu. Bardziej niszowe NOKO trafiło na czoło listy przebojów Antyradia, Tomek Dolski wykonuje własne aranżacje na festiwalach, zaś Enej trafił dosłownie wszędzie. Ludzie głosowali na zasadzie Eurowizji, a radiowi spece pokroju niesławnego w swych czasach Roberta Kozyry darowali sobie dziwaczne sondy wśród reprezentatywnej grupy słuchaczy spośród kaczanu przynoszonego przez kliki i koterie managerów. Lud sam wybrał hit wakacji. I bardzo dobrze.

W zeszłym tygodniu poległy dwa najbardziej kompletne zespoły: AtmAsfera i Kamień Kamień Kamień. Ukraińska AtmAsfera ma doświadczenie woodstockowe i ciekawy skład instrumentalny, zaś Kamyczki z Łodzi zaintrygowały kompozycją oraz charyzmą lidera. Obie kapele są radiowe, a jednocześnie taka muzyka nie jest zbyt mocno promowana w mediach. Szkoda. Finał MBTM mógł to zmienić. Kamień Kamień Kamień zapewne dostanie dziką kartę, ponieważ prowadzi w głosowaniu na FB i w RMF FM. Co ciekawe, smsów nie napłynęło tyle, aby dać im miejsce nawet w pierwszej czwórce.

Wystarczyło ich za to dla duetu MashMish, grającego muzykę, której w mediach jest wręcz za dużo i wszystko brzmi w zlewający się sposób podobnie. Dość strawne, choć bez rewelacji. Jurorom bardzo się podobało, ale nie od dziś wiadomo, że w telewizji ręka rękę myje, a wokalistka ma przyjemność być córką świetnej aktorki Ewy Kasprzyk.

Do kategorii “niewykorzystany potencjał” dopisujemy De Nuevo. Żeby gitarową solówkę zagrać jak Santana trzeba mieć fach w ręku, ale wirtuozem się zostaje, gdy takie numery się wymyśla samemu. Wokal przyćmiony przez instrumenty. Szkoda ładnej barwy. Na koncert i tak bym poszła.

Kategoria “od czapy” – pani Renata Sachadyn. Obciachu nie było. Duża klasa, ciekawa osobowość starszej pani z gitarą; na pewno jury wybierając półfinalistów chciało pokazać, że można dobrze się prezentować bez względu na wiek. Recitale w Ciechocinku przed panią Renatą stoją otworem.

Kategoria “kompletnie niedocenione” – Dzień Dobry. W czasach, gdy modna młodzież słucha reggae czy walenia po bębnach, zapomina się, że przed dwudziestoma laty awangarda lubiła również Raz Dwa Trzy i Stare Dobre Małżeństwo. A oni przypominają tamten klimat. Szeherezada nie cieszy się, że przypomniała sobie swój wiek, ale cieszy się ze wspomnień dzieciństwa.

Za tydzień oczekuję szczególnie niecierpliwie występów Bruk Braders i polskiego The Cure – FreeX Family. Oczekuję również wieszania psów na Macieju Czaczyku za czelność bycia słodkim chłopcem i głosy od nastolatek. Oraz jazgotu, że jakimś cudem do finału weszły kolejne śpiewające dziewczynki, czyli Blamed. Ale o tym w kolejnej opowieści 1001 nocy.

Wasza Szeherezada

Go to Top