Posts tagged must be the music

Maciej Czaczyk zwycięzcą 2 edycji Must be the Music

0

Maciej Czaczyk

Z programami tego typu jest jak z kreacjami w drogich butikach: najlepiej wyglądają na młodych dziewczynach, ale te mogą sobie finansowo pozwolić na takie luksusy dopiero po pięćdziesiątce. W talent shows publiczność uwielbia głosować na bardzo młodych ludzi (Marcelina Olak – 14 lat, Maciek Czaczyk i Ernest Kozłowski – 17 lat) podczas gdy artyści bez obowiązków szkolnych, naprawdę gotowi by z marszu wejść na wielki rynek, są pomijani.

Atutem tej edycji MBTM jest specjalna kwota 100.000 zł przeznaczona na promocję w radiu RMF FM. Dlatego kiedy Maciek wróci z płytą, otrzyma autentyczne wsparcie. Dotąd prorocze okazywały się słowa piosenki “I co” Tadeusza Nalepy: “Za rok to on, nie ty”. Za rok trzeci sezon programu i nowi bohaterowie. Zobaczymy, co stanie się z aktualnym zwycięzcą.

Finałowe wykonanie piosenki

Podglądanie komentarzy na Facebooku było ciekawym zajęciem. Tak długo jak trwały występy, internauci byli każdym kolejnym wykonaniem zachwyceni. Wielu pisało: “Głosuję na Raggafayę i Czaczyka lub “Tylko EIMH i Czaczyk a gdy przyszło do ogłoszenia wyników rozpoczął się rynsztok, w którym kibice składu reggae oraz Erisów zjednoczyli siły przeciwko triumfatorowi.

Sama narzekałam, że Maciek nie zapoznał nas ze swoimi autorskimi piosenkami (a wiemy, że ma zespół oraz własne kompozycje), natomiast blues jest stylem, w którym wszyscy wykonują klasyki, w przeciwnym razie należałoby zakazać artystom tworzącym podwaliny pod muzykę współczesną zakazać gry na koncertach “Summertime”, “All along the watchtower” czy “Knockin’ on the heaven’s door” a te należą do repertuaru każdego słynnego muzyka gatunku i często wręcz się zapomina, kto jest autorem. Ponadto – nie widziałam dotąd, żeby od harmonijkarzy, skrzypków czy akordeonistów wymagano własnej twórczości; oni grają interpretacje. I to samo zrobił nasz gitarzysta. Posłuchajcie oryginalnej wersji Nalepy i finałowej wersji Czaczyka. Przecież to różne wariacje tematu.

Jakuub Krupski - Maria

Nagrodę za aranż dostanie ode mnie jednak Kamień Kamień Kamień, ponieważ ich wykonanie “RX” wewnątrz “Let’s dance” było mistrzowskie. Kapela bardzo dobra, wokalista świetny mimo cieni na powiekach i pod powiekami… Nie mogą dać o sobie zapomnieć. Internauci robili sondy czy Kuba Krupski – Maria był pijany czy raczej naćpany, jednak według mnie najciekawszą i wymagającą gruntowniejszych badań minę zrobił pan Darek Maciborek gdy usłyszał wyniki.

Nigdy nie należałam do ludzi rozbierających -core itp. na czynniki pierwsze; dla mnie Czaczyk oraz Eris is my Homegirl znajdują się w worku z określeniem “rock’n'roll” czyli muzyką, którą uwielbiam na koncertach oraz dyskotekach. I przyznanie tym wykonawcom dwóch pierwszych miejsc jasno wskazuje, że Polacy szukają w mass mediach mocniejszego kopa. Hello, radiowcy, może czas dostroić playlisty?

Ernest Kozłowski i loczki

Żałuję, że Eris is my Homegirl nie zagrają na Sylwestrowej Mocy Przebojów w telewizji u boku grupy Video. Chciałabym, żeby internauci zrobili akcję “zbieramy ileś tam lajków i piszemy do Polsatu”. Wszyscy wykonawcy finału byli cudowni, powinni dać show w Sylwestra zamiast części z muzyków, którzy tam będą zamiast nich. Nie dziwię się czterdziestu głosom na tak i zeru na nie.

Jakieś minusy? Oczywiście – powrót do castingu zamiast trzeciej piosenki. Na pewno to miało pomóc promocji *utworu* w głowach widzów, ale chyba lepszy efekt dałaby możliwość zaprezentowania szerszego spektrum przez artystów. Ucierpiała na tym m.in. Raggafaya, znana ze wszystkich przebojowych kompozycji. Ale to nie jest zespół, który zginie w tłumie. Już teraz panowie podkreślają znaczne zwiększenie frekwencji na koncertach – po to przecież wybrali się do telewizji. Warto obejrzeć ich klipy na YouTube, gdzie w komentarzach ludzie wieszają psy na Kamilu Bednarku, że się sprzedał w “Mam Talent” i że z Babilonem walczy Raggafaya a Bednarek to pozer. A tak naprawdę, dobra muzyka jest dla wszystkich z nas. Nawet jeśli nie wszyscy mają techniczne umiejętności bądź czas by szukać innych klimatów od oferowanych w mainstreamie, teraz mogą poznać różnorodne style i ich przedstawicieli, być może zainteresować się nowym gatunkiem. Za to bardzo duży plus dla programu Must be the Music.

Must be the Music 2: zapowiedź finału

0

RaggaFaya

Dziesięciu wykonawców, tylko jeden zwycięzca. Już od wczoraj można na nich głosować (z jednego telefonu zliczane jest dziennie maksymalnie 10 smsów):

pod numer 7370 wysyłamy:
1 – Raggafaya
2 – Marcelina Olak
3 – Bruk Braders
4 – InoRos.
5 – Natalia Zozula
6 – Kamień Kamień Kamień
7 – Maciej Czaczyk
8 – AtmAsfera
9 – MashMish
10 – Eris is my Homegirl

Kto ma największe szanse na powtórzenie sukcesu Enej?

Polsko-ukraińska grupa już dzień po wygranej mogła usłyszeć swoje piosenki w radio… i to jak najbardziej komercyjnym! A po kilku tygodniach cały kraj śpiewał refren ich wypromowanego przez program hitu. Żeby dorównać temu osiągnięciu potrzebna jest skoczna melodia – oczywiście własnego autorstwa. Po półfinałach faworytami dla mnie są Raggafaya i InoRos. Wiele godzin po programie, bez ponownego wysłuchania, wciąż potrafiłam nucić te fragmenty:

Kto jest gotowy na sukces?

Przy podsumowaniu jednego z poprzednich odcinków zarzuciłam MashMish, że takich jak oni jest na pęczki i lepiej by było dla zróżnicowania polskich anten radiowych, gdyby umożliwić większy lans grupom Kamień Kamień Kamień i AtmAsfera. Proszę bardzo – wszyscy weszli do finałowej rozgrywki. Wygrają czy nie, ich menadżerowie powinni walczyć o byt tych zespołów w masowej świadomości Polaków. Wszystkie mają szansę się przyjąć w massmediach.

Kto musi najpierw zdać maturę?

Wątpię, że Jimi Hendrix miał maturę, gdy grał hymn amerykański na Woodstocku, ale zanim Maciek Czaczyk zagra nasz hymn na naszym Woodstocku (oby nie w aranżacji Adama Sztaby bo się skończy jak u Edyty Górniak w Korei) powinien jednak odebrać papierek ze szkoły. Uważam, że ma bardzo duży talent, koncertuje, ale na tym etapie rozwoju nie może jeszcze dać nam wiele siebie.

Marcelina Olak ma pokaźne pudło rezonansowe predysponujące ją do bycia dobrą wokalistką po doszlifowaniu niuansów (typu “doły”). Może widzimy się za pięć lat w The Voice of Poland? Głos Natalii Zozuli jest istotnie zjawiskowy, a najlepsze jest w nim to, że wcale nie musi być szkolony pod kątem operowym. Doskonale już na tym etapie pasuje do muzyki klubowej (o rany, jak ja chciałabym ją dzisiaj usłyszeć w piosence “Tear drop” Massive Attack, co oczywiście nie nastąpi) oraz do repertuaru typu Within Temptation lub hitu “My immortal” Evanescence. Wątpię jednak, by ktoś doradzał jej pójście tą drogą.

O rany…

Bruk Braders są znani w Polsce i za granicą, beatbox uprawiają bardzo dobrze, ale większość społeczeństwa na dłuższą metę nie jest w stanie tego słuchać jako muzyki (czym innym jest klip YouTube a czym innym audycja radiowa). Profesjonaliści zostali docenieni poprzez awans do finału, mają swoich fanów i zapewne na tym się to skończy.

Eris is my Homegirl to w większym stopniu od poprzedników “wykonawcy piosenek”, choć zapewne część telewidzów w ogóle zespołu za nich nie uważa. Growl, pig squeal i inne gatunki specyficznego wokalu klasyczny widz lub radiosłuchacz dzieli na: “darcie ryja”, “darcie mordy oraz “darcie japy”. Kapela ma wielu fanów, którzy będą głosować (ja już zagłosowałam) ale obiektywnie, poza niszą nie mają szans na egzystencję w mediach. Chyba, że jako celebryci (vide: Nergal). Życzę im powodzenia.

Do czwartku głosujemy na dziką kartę RMF FM

0

Jeszcze nie wszystko jest jasne w programie Must be the Music. Z największym prawdopodobieństwem dziką kartę do odcinka finałowego za pośrednictwem Facebooka otrzyma grupa Kamień Kamień Kamień z Łodzi. Kapela zdobyła w swoim tygodniu 55% wszystkich głosów. Jeszcze jednego laureata poznamy w czwartek. Może to być:

Duet Miesiączek / Niedojadło

mocne strony: Czysty głos Julii, sprawny gitarzysta u jej boku, sympatyczni młodzi ludzie, klimaty “krainy łagodności”
minusy: Nie wiemy czy ich autorski repertuar się spodoba; dla niektórych może być minusem, że poznali się w chórze kościelnym -)

AtmAsfera

mocne strony: Magiczny klimat folkowy, którego nie ma żaden inny zespół w tej edycji, ciekawy skład instrumentalny, połączenie muzyki komercyjnej z ambitną
minusy: Trochę chaosu na scenie (rozjeżdżające się głosy), hmm polskie show dla polskich kapel?

Dominika Barabas z zespołem

mocne strony: autorska ambitna muzyka, niezwykle charyzmatyczna wokalistka po przejściach, do tego brzmi całkiem radiowo i ma realną szansę na karierę
minusy: głos dość sprawny, ale nie mocny

Urszula Drożdż

mocne strony: świetny wokal, ładny wygląd na scenie, nie stroni od ambitnego, mniej znanego widzowi repertuaru
minusy: nie znamy autorskiego repertuaru, na razie jest zajęta studiami i nie wie, czy ma podążać muzyczną ścieżką (moim zdaniem tak, ale może nie jest jeszcze gotowa mentalnie na kolejny krok)

Niestety, portal YouTube nie udostępnia żadnego z nagrań Uli.

Po kilku dniach namysłu, choć sercem byłam bliżej AtmAsfery, zagłosowałam na Dominikę Barabas. To jest gotowa artystka polska mogąca natychmiast iść w ślady Kasi Nosowskiej i Marii Peszek. Uważam, że dodatkowy występ powinien jej pomóc. Warto przypomnieć, że zarówno wśród jurorów jak i widzów cieszyła się olbrzymim poparciem, a na Facebooku zgromadziła 40% głosów. Przegrała z Kamień x 3 ponieważ nie jest pięknym chłopcem-wokalistą, którego fanki mogą organizować akcje głosowania dziesięć razy dziennie z wielu kont.

Głosujemy tu. Cząstkowe wyniki nie są podane do publicznej wiadomości.

Dominka Barabas

Urszula Drożdż wytypowana przez jury RMF FM do walki o dziką kartę

0

Co tydzień słuchacze RMF FM wybierali jednego wykonawcę spośród trójki zaproponowanych do finałowej rozgrywki o dziką kartę do finału drugiej edycji Must be the Music.

Jak dotąd, największym uznaniem głosujących cieszyli się AtmAsfera, Dominika Barabas z zespołem oraz duet Julia Miesiączek / Witold Niedojadło. Po ostatnim półfinale radiowi eksperci dokooptowali najlepszą ich zdaniem artystkę spośród biorących udział w odcinku. Została nią studentka II roku medycyny ze specjalnym zainteresowaniem w geriatrii – Urszula Drożdż. Pochodząca z Jasła piosenkarka zaprezentowała się lepiej niż na castingu i udowodniła, że warto z nią pracować. Hobby Urszuli to ponoć zakuwanie, ale teraz na pewno wielu będzie ją zachęcać do urlopu dziekańskiego i próby pójścia za ciosem. Dobry głos i uroda typowo telewizyjna to niezłe atuty na początek. Teraz szukamy tej damie tekściarzy i kompozytorów.

Urszula Drożdż

Maciek Czaczyk i Bruk Braders awansowali do finału Must be the Music

0
Maciek Czaczyk

Maciek Czaczyk

Szeherezada podała trzy typy do finału, trafiła dwa. Następnym razem chyba trzeba się wybrać do bukmachera. Maciek Czaczyk był kompletnie niedoceniany przed tym występem, ale udowodnił, że w tak młodym wieku już go stać na tak wiele – wokalnie i instrumentalnie. Mówię serio i pewnie się narażę: jego wokal przemówił do mnie bardziej niż głos Kamila Bednarka w Mam Talent w tej samej piosence “Tears in Heaven”. Nie mówię, że było w 100% czysto. Ale barwa i smutek w głosie… pasuje do gitary. Przypomnijmy sobie jak śpiewał wokalista Star Guard Muffin:

Maciej Czaczyk (sorry za kiepską jakość, na razie nie ma dostępnej lepszej)

Ma serce i charyzmę do bluesa. Może pomóc młodemu odbiorcy poznać lepiej ten cudowny gatunek muzyczny. I nie da Raggafayi łatwo wygrać tego programu, zobaczycie. To ich największy konkurent.

Bruk Braders zaskoczyli mnie popisami wokalnymi Bladego Krisa. Schowany na castingu, dzisiaj naprawdę był niezły. Beatbox można kupować albo nie; publiczność kupiła, moi rodzice zdecydowanie nie kupili, a mnie osobiście bardziej przypadł do gustu pierwszy występ. Mocniej wpadał w ucho i był dowcipniejszy. Poza tym tutaj Dharni trochę pofałszował.

Wiedziałam, że poradzi sobie Limboski. To była tylko kwestia lepszej piosenki. “Czarny Otello” o kotku mordercy to niebanalna tekstowa opowieść przy pasującej melodii, dobrym muzycznym akompaniamencie i wokalu Maćka Maleńczuka. Adam Sztaba porównał frontmena do Adama Nowaka z Raz Dwa Trzy, ale ja zamykałam oczy i widziałam wyłącznie Maleńczuka. Pan Augustyniak kilka razy nie dociągnął dźwięku, lecz nie czynię z tego zarzutu. Tak jak dwudniowy zarost – to było bardzo męskie.

Wokalnie i charyzmatycznie gwiazdą wieczoru była Nuno z kapeli Plan. Kompozycja to trochę nie moja bajka, bo wolę inne rodzaje rocka, ale słyszałam już tę piosenkę w koncertowej wersji i dzisiaj była znacznie lepsza. Ania śpiewała wyraźnie, z kontrolowaną chrypą, wyglądała zjawiskowo na scenie jako kobieta i udowodniła, że inne piosenkarki rockowe w kraju mogą się bać.

Widzę potencjał w zespole Blamed. To miłe, że dziewczyny grały na instrumentach. Środek utworu dynamiczny, zgrany, ale początek i koniec to miauczenie kotka. Ula Drożdż jest na granicy tego, co nazywamy “jest tysiąc takich jak ona” a własnym kompletnym wizerunkiem. Dziś zaśpiewała lepiej niż na castingu. Powinna popracować nad kontrolą dramaturgii. Aż chciałoby się, żeby Quentin Tarantino uaktualnił DVD z “Bękartami Wojny” i pozwolił Uli zaśpiewać tę piosenkę w identycznej kreacji, na identycznej scenie, tylko że po niemiecku.

Końcówka będzie bardziej przykra, bo muszę napisać, na kim się zawiodłam. FreeX Family pogubili się w swoim wykonaniu. Pierwsza zwrotka jeszcze brzmiała, ale od refrenu zaczął się chaos, który się tak szybko nie skończył. Do tego Kamila ze dwa razy nie trafiła w dźwięk, co zabolało. Wiem, że stać ich na więcej i dlatego tym bardziej żałuję straconej przez nich szansy. W przeciwieństwie do jury nie uważam kompozycji za słabą, tekst również nie był banalny, chociaż połowę trudniej było zrozumieć niż u Ernesta z Eris is My Homegirl. Chaos przy aranżacji. Olbrzymia szkoda.

Pani Ewa Dani Sikocińska położyła swój występ. Piosenka “Amazing Grace” dobrana świetnie, warunki głosowe odpowiednie, ale zabrakło czystości. Jurorki starszej daty zgodnie stwierdziły, że to był jej Najgorszy. Występ. Ever. Zabawnie brzmiało porównanie Adama Sztaby do klimatów barowo-restauracyjnych. Pani Ewa przez wiele lat występowała we włoskiej telewizji. Chyba wszyscy, którzy dwadzieścia lat temu przypadkiem u siebie w telewizorze złapali Rai Uno z satelity sąsiada i z ciekawości podejrzeli (jak Szeherezada) wiedzą, że takie klimaty tam w cenie.

Już za tydzień wielki finał. Moim zdaniem Raggafaya i Maciek Czaczyk będą w finałowej trójce. Obok nich – nie mogę się zdecydować, ale przy całej mojej sympatii do Eris is my Homegirl, pewnie Natalia Zozula albo InoRos. Jeżeli EIMH chcą awansować, Ernest musi zaśpiewać. Sorry. To jest jednak telewizja.

Must be the Music: zapowiedź ostatniego półfinału

0

Bruk Braders

Na dwie formacje czekaliśmy najdłużej, bo aż od pierwszego wyemitowanego castingu. Z występami obu telewidzowie wiążą swoje nadzieje na wymarzony finałowy skład. Mowa o beatboxerach z Bruk Braders i industrialnym zespole FreeX Family.

Bruk Braders działają jako skład od niedawna, ale wszyscy są mistrzami w swoim gatunku. Blady Kris dał się poznać w Polsce jako finalista pierwszej edycji Mam Talent. Dharni z Singapuru i RoxorLoops z Belgii są uznawani za światową czołówkę beatboxu. Ten ostatni skomponował również tegoroczną propozycję Belgii na festiwal Eurowizji. Ich wspólna muzyka jest połączeniem popisów dźwiękonaśladowczych z elementami wokalu, co sprawia, że laik również może ich słuchać bez większego zmęczenia. I stąd popularność.

FreeX Family to nie tylko wizerunek kojarzący się z rodziną Adamsów, lecz również muzyka. Uformowana w Londynie grupa ma dorobek płytowy i własny repertuar, choć na castingu postawili na cover piosenki “Jak się masz, kochanie”. Czerpiący inspiracje ze stylu gothic, z punka ale i z popu artyści delikatnie mówiąc – rozwalili system. Niekiedy jury mówi: “nie pokazałeś siebie w tej przeróbce” albo “zmieniłeś za bardzo i na niekorzyść”. Szalona rodzinka postanowiła oryginał ulepszyć.

Nietuzinkowym artystą, również oblatanym ze sceną, jest Michał Augustyniak vel Limboski. Zaprezentowana na przesłuchaniu kompozycja nie przypadła mi do gustu, być może przez tekst, który uznałam za dość niestrawny. Na szczęście w internecie można trafić na ich bardziej intrygujące propozycje. To nie jest muzyka, która znajdzie poklask u masowego widza, ale może się spodobać oceniającym. Raczej zagrają dla niszy. “Jesteśmy smutnym zespołem, nie mam groupies” – powiedzieli w wywiadzie. Ktoś skomentował, że tak jak Świetliki, mogą mieć smutne groupies.

Największe doświadczenie sceniczne ma Ewa Dani Sikocińska z Kłodzka. Już wiele lat temu miała szansę wystąpić na festiwalu w Opolu i zrobić ogólnopolską karierę, ale wybrała nadarzającą się okazję i zagraniczny wyjazd. Największy sukces odniosła we Włoszech. “Tam nikt nie skreśla artysty po osiągnięciu określonego wieku” – powiedziała. Po powrocie do ojczyzny przed występem w MBTM próbowała sił w X Factor, ale jak twierdzi, tamtejsze warunki typu spanie na podłodze ze słuchawkami w uszach i opracowywanie wersji utworu do zaśpiewania za cztery godziny jej nie służyły. Ponadto miała pecha, gdyż mimo pokonywania przez nią kolejnych etapów, telewizja nie uwzględniała jej w materiałach i producent zamierzający nawiązać trzyletnią współpracę wycofał się z rozmów. Ot, kilka gorzkich słów o showbiznesie. Pani Ewa ma bardzo mocny głos, co umieją podkreślić wszyscy, ale głosować na nią będą raczej ludzie w wieku zbliżonym do niej. Reszta umie wyrazić szacunek tak długo, jak miejsce w finale ma Bruk Braders.

Ostatnie dwa półfinały były sukcesem młodych dziewcząt. Czy tak będzie i tym razem? Wystąpią Ula Drożdż z Jasła (z tego samego miasta co Michał Szpak; na forach mieszkańcy gratulują jej… “normalności”) , która zaprezentowała na castingu piosenkę “Mercy” z repertuaru Duffy oraz zagra duet Blamed. Dziewczyny na Facebooku przeprosiły za brak własnej piosenki w półfinale, ponieważ jeszcze nie mają okazji takiej nagrać, a ponadto szkoła zajmuje im dużo czasu, ale obiecują, że cover nie będzie pompatyczny. Czyli chyba bez Niemena. Jednocześnie same wskazały swoje aktualne miejsce pod względem kreacji. Nie mają produktu, który tak jak “Radio Hello” mógłby trafić do wszystkich rozgłośni w kraju. Poza tym skasowały mój całkiem niegroźny komentarz na FB. Głosować nie będę.

Maciek Czaczyk może być Tomkiem Dolskim tej edycji. Bezpretensjonalny chłopak z gitarą, któż takich nie lubi? Już w wieku 17 lat ma warsztat, koncertuje, inspiruje się muzyką uznaną za ambitną. Jeżeli się nie wyłoży wokalnie, może awansować.

I zespół Plan, pracujący nad debiutanckim albumem. “Udział w MBTM to jedyna szansa na przebicie się na rynek muzyczny. Niestety, żyjemy w kraju, w którym nikt nie chce promować młodych artystów. Starzy wyjadacze okupują swoje pozycje i boją się nowej krwi. Taką mamy kulturę… Wytwórnie nie chcą niczego nowego, bo wolą sprzedawać to, co jest sprawdzone, a najchętniej zagraniczne” - powiedzieli muzycy. Jeżeli wokalistka Nuno zaśpiewa wyraźnie (spory problem na castingu) a kompozycja będzie przebojowa, mogą dać ciekawy show. Choć dla mnie są kilometry w oddali za NOKO z pierwszej edycji, gdzie zresztą występuje basista Planu.

Filip Sałapa – najlepszy The Ryk of Poland

0

Czy pamiętacie zespół The Sixpounder z pierwszej edycji programu Must be the Music? Nie? Oczywiście – ponieważ telewizja Polsat oszczędziła nam widoku kapeli z Wrocławia i postawiła np. na zespół sygnalistów myśliwskich.

Chyba dlatego ich frontman Filip Sałapa wyglądał na skołowanego, gdy dostarczono mu bilet na przesłuchanie w ciemno do programu The Voice of Poland. Tam piosenką “Alive” z repertuaru Pearl Jam podbił serca jury i trafił do drużyny Nergala. Jeżeli to prawda, że wykonawcy na pewnym etapie będą śpiewać w duecie z trenerami, możemy szykować się na nie lada gratkę w paśmie prime time telewizji publicznej.

Filip w bitwie wyeliminował ulubienicę internautów – Olę Kasprzyk z zespołu Mothernight. Zdaniem ich opiekuna to był najmocniejszy pojedynek i oboje w programie nie mieli konkurencji. Nie przeszkodziło to następnie Nergalowi wystawić Filipa do dogrywki, gdzie jego przeciwnikiem był znany przed wielu laty Gabriel Fleszar, czyli kolejny z faworytów VoP. Choć wykonaniu odkurzonej gwiazdy nie można było zarzucić niczego, to jednak wokalista The Sixpounder potęgą głosu i jego różnorodnością chwycił mocniej Darskiego za serce. Trener stwierdził, że w ogóle nie jest swego wyboru pewien, ale lubi ryzyko. A cóż jest niepewnego w wokalu Filipa? Może brakuje mu charyzmy? Po wyeliminowaniu dwójki liczących się uczestników show już wiemy, że nie.

RoxorLoops z Bruk Braders na Eurowizji!!!

0

A to gratka dla wszystkich fanów Eurowizji ze szczególnym uwzględnieniem jurora Must Be The Music, Adama Sztaby! Czy wiecie, że piosenkę “With love baby” stanowiącą belgijską propozycję do konkursu w 2011 roku skomponował RoxorLoops z Bruk Braders? Mało tego, artysta w projekcie Witloof Bay wykonał na eurowizyjnych deskach sztukę beatboxu! Coś, co u nas jest z definicji nazywane szmirą i co należy dotykać wyłącznie przez bibułkę, w pozostałych krajach angażuje siły popularnych i wartościowych wykonawców. Utrzymana w stylu Manhattan Transfer piosenka nie znalazła jednak uznania głosujących (albo raczej – Belgia nie jest na tyle popularnym krajem, żeby dawać jej punkty zgodnie z eurowizyjną sztuką sojuszy) i w swoim półfinale zajęła 11. czyli najwyższe nie premiowane awansem miejsce. Czy Wam się podoba?

Must be the music – 3 półfinał

5

Od zawsze ciekawiło mnie, skąd biorą się matematyczne podziały na liczbę półfinałów większą od dwóch. Trzecia połowa wbiła się do naszego słownika z odwagą wyrazu “zajebiście” i w dobie porozumiewania za pomocą skrótów uprościła wiele spraw. Zamierzam napisać tekst na temat trzeciego odcinka kwalifikującego do występu w finale programu Must Be The Music, ale ani magazyn TV, ani SEO-pozycjonowanie takiej drogi na okrętkę nie uznają.

Niech będzie – trzeci półfinał. Za tydzień, o zgrozo, czwarty.

Pani Paulina Sykut ślicznie swego czasu śpiewała w duecie z Iwanem Komarenką, jednak konferansjerka to inna para kaloszy, więc przygotowując się do niej warto jest przypomnieć sobie nazwiska, o których zamierza się informować widza. O ile prezydent Starogardu Gdańskiego jest większości odbiorców postacią obcą, o tyle uczestniczka, na którą zamierzają głosować już taką nie jest. Wioletta ma na nazwisko Marcinkiewicz. Jak nasz były premier. Łatwo zapamiętać.

Po wpisaniu w Google frazy “Wioletta Marcinkiewicz” wyskakuje informacja, że wokalistce podczas energicznego występu wysunęła się pierś. Wątpię, żeby którykolwiek z oglądających zwracał na takie rzeczy uwagę, dlatego współczuję producentom newsów konieczności analizowania wszystkich zdjęć w detalu z nadzieją na cień sensacji. Adeptka fryzjerstwa z Krynicy Górskiej zaśpiewała piosenkę Czesława Niemena, ale do finału nie awansowała, zadając kłam teorii, że wystarczy sięgnąć po jego repertuar i być osobą młodą, aby automatycznie dostać się dalej dzięki głosom widzów.

To stało się udziałem innej panny w ubiegłą niedzielę. Marcelina Olak sięgnęła po “Dziwny jest ten świat”. 14-latka wykrzyczała kolejno wszystkie frazy, czym wprawiła w zachwyt polskich posiadaczy telefonów komórkowych. Ela Zapendowska powiedziała jej, że czasem piano znaczy więcej niż forte. Kora dla odmiany nazwała ją “światową”. Prawda tradycyjnie leży pośrodku. Jestem zwolenniczką teorii, że trzeba parę razy dostać kopa w tyłek – i to takiego porządnego – żeby mieć czelność brać się za taki repertuar. Wtedy osobiste przeżycia, doświadczenia stanowią wartość dodaną i nawet cover staje się samoistnym bytem. Nie ma co się załamywać, polski showbiznes na pewno kopniakami zdolną dziewczynkę uraczy i może za dziesięć lat opowie nam ona we własnych piosenkach, o własnych przemyśleniach.

Kimś takim miała szansę być w zeszłym odcinku Anna Karwan. Osoba współpracująca z Anią Dąbrowską, Moniką Brodką i Anią Wyszkoni, a dysponująca lepszym wokalem od tych wszystkich pań razem wziętych. Choć tytuł wybranego utworu Adele “Turning tables” mówi wiele, nie jest autorskim dziełem Ani. Na tym samym poległa w pierwszym półfinale Nikola Pustała, która przecież również tworzy własne piosenki.

Siła pierwszej edycji Must be the Music polegała na tym, że wielu wykonawców obytych ze sceną zaserwowało nam gotowy produkt, który ludzie kupili w mniejszym lub większym stopniu. Bardziej niszowe NOKO trafiło na czoło listy przebojów Antyradia, Tomek Dolski wykonuje własne aranżacje na festiwalach, zaś Enej trafił dosłownie wszędzie. Ludzie głosowali na zasadzie Eurowizji, a radiowi spece pokroju niesławnego w swych czasach Roberta Kozyry darowali sobie dziwaczne sondy wśród reprezentatywnej grupy słuchaczy spośród kaczanu przynoszonego przez kliki i koterie managerów. Lud sam wybrał hit wakacji. I bardzo dobrze.

W zeszłym tygodniu poległy dwa najbardziej kompletne zespoły: AtmAsfera i Kamień Kamień Kamień. Ukraińska AtmAsfera ma doświadczenie woodstockowe i ciekawy skład instrumentalny, zaś Kamyczki z Łodzi zaintrygowały kompozycją oraz charyzmą lidera. Obie kapele są radiowe, a jednocześnie taka muzyka nie jest zbyt mocno promowana w mediach. Szkoda. Finał MBTM mógł to zmienić. Kamień Kamień Kamień zapewne dostanie dziką kartę, ponieważ prowadzi w głosowaniu na FB i w RMF FM. Co ciekawe, smsów nie napłynęło tyle, aby dać im miejsce nawet w pierwszej czwórce.

Wystarczyło ich za to dla duetu MashMish, grającego muzykę, której w mediach jest wręcz za dużo i wszystko brzmi w zlewający się sposób podobnie. Dość strawne, choć bez rewelacji. Jurorom bardzo się podobało, ale nie od dziś wiadomo, że w telewizji ręka rękę myje, a wokalistka ma przyjemność być córką świetnej aktorki Ewy Kasprzyk.

Do kategorii “niewykorzystany potencjał” dopisujemy De Nuevo. Żeby gitarową solówkę zagrać jak Santana trzeba mieć fach w ręku, ale wirtuozem się zostaje, gdy takie numery się wymyśla samemu. Wokal przyćmiony przez instrumenty. Szkoda ładnej barwy. Na koncert i tak bym poszła.

Kategoria “od czapy” – pani Renata Sachadyn. Obciachu nie było. Duża klasa, ciekawa osobowość starszej pani z gitarą; na pewno jury wybierając półfinalistów chciało pokazać, że można dobrze się prezentować bez względu na wiek. Recitale w Ciechocinku przed panią Renatą stoją otworem.

Kategoria “kompletnie niedocenione” – Dzień Dobry. W czasach, gdy modna młodzież słucha reggae czy walenia po bębnach, zapomina się, że przed dwudziestoma laty awangarda lubiła również Raz Dwa Trzy i Stare Dobre Małżeństwo. A oni przypominają tamten klimat. Szeherezada nie cieszy się, że przypomniała sobie swój wiek, ale cieszy się ze wspomnień dzieciństwa.

Za tydzień oczekuję szczególnie niecierpliwie występów Bruk Braders i polskiego The Cure – FreeX Family. Oczekuję również wieszania psów na Macieju Czaczyku za czelność bycia słodkim chłopcem i głosy od nastolatek. Oraz jazgotu, że jakimś cudem do finału weszły kolejne śpiewające dziewczynki, czyli Blamed. Ale o tym w kolejnej opowieści 1001 nocy.

Wasza Szeherezada

Go to Top