Posts tagged noko

Must be the Music: zapowiedź ostatniego półfinału

0

Bruk Braders

Na dwie formacje czekaliśmy najdłużej, bo aż od pierwszego wyemitowanego castingu. Z występami obu telewidzowie wiążą swoje nadzieje na wymarzony finałowy skład. Mowa o beatboxerach z Bruk Braders i industrialnym zespole FreeX Family.

Bruk Braders działają jako skład od niedawna, ale wszyscy są mistrzami w swoim gatunku. Blady Kris dał się poznać w Polsce jako finalista pierwszej edycji Mam Talent. Dharni z Singapuru i RoxorLoops z Belgii są uznawani za światową czołówkę beatboxu. Ten ostatni skomponował również tegoroczną propozycję Belgii na festiwal Eurowizji. Ich wspólna muzyka jest połączeniem popisów dźwiękonaśladowczych z elementami wokalu, co sprawia, że laik również może ich słuchać bez większego zmęczenia. I stąd popularność.

FreeX Family to nie tylko wizerunek kojarzący się z rodziną Adamsów, lecz również muzyka. Uformowana w Londynie grupa ma dorobek płytowy i własny repertuar, choć na castingu postawili na cover piosenki “Jak się masz, kochanie”. Czerpiący inspiracje ze stylu gothic, z punka ale i z popu artyści delikatnie mówiąc – rozwalili system. Niekiedy jury mówi: “nie pokazałeś siebie w tej przeróbce” albo “zmieniłeś za bardzo i na niekorzyść”. Szalona rodzinka postanowiła oryginał ulepszyć.

Nietuzinkowym artystą, również oblatanym ze sceną, jest Michał Augustyniak vel Limboski. Zaprezentowana na przesłuchaniu kompozycja nie przypadła mi do gustu, być może przez tekst, który uznałam za dość niestrawny. Na szczęście w internecie można trafić na ich bardziej intrygujące propozycje. To nie jest muzyka, która znajdzie poklask u masowego widza, ale może się spodobać oceniającym. Raczej zagrają dla niszy. “Jesteśmy smutnym zespołem, nie mam groupies” – powiedzieli w wywiadzie. Ktoś skomentował, że tak jak Świetliki, mogą mieć smutne groupies.

Największe doświadczenie sceniczne ma Ewa Dani Sikocińska z Kłodzka. Już wiele lat temu miała szansę wystąpić na festiwalu w Opolu i zrobić ogólnopolską karierę, ale wybrała nadarzającą się okazję i zagraniczny wyjazd. Największy sukces odniosła we Włoszech. “Tam nikt nie skreśla artysty po osiągnięciu określonego wieku” – powiedziała. Po powrocie do ojczyzny przed występem w MBTM próbowała sił w X Factor, ale jak twierdzi, tamtejsze warunki typu spanie na podłodze ze słuchawkami w uszach i opracowywanie wersji utworu do zaśpiewania za cztery godziny jej nie służyły. Ponadto miała pecha, gdyż mimo pokonywania przez nią kolejnych etapów, telewizja nie uwzględniała jej w materiałach i producent zamierzający nawiązać trzyletnią współpracę wycofał się z rozmów. Ot, kilka gorzkich słów o showbiznesie. Pani Ewa ma bardzo mocny głos, co umieją podkreślić wszyscy, ale głosować na nią będą raczej ludzie w wieku zbliżonym do niej. Reszta umie wyrazić szacunek tak długo, jak miejsce w finale ma Bruk Braders.

Ostatnie dwa półfinały były sukcesem młodych dziewcząt. Czy tak będzie i tym razem? Wystąpią Ula Drożdż z Jasła (z tego samego miasta co Michał Szpak; na forach mieszkańcy gratulują jej… “normalności”) , która zaprezentowała na castingu piosenkę “Mercy” z repertuaru Duffy oraz zagra duet Blamed. Dziewczyny na Facebooku przeprosiły za brak własnej piosenki w półfinale, ponieważ jeszcze nie mają okazji takiej nagrać, a ponadto szkoła zajmuje im dużo czasu, ale obiecują, że cover nie będzie pompatyczny. Czyli chyba bez Niemena. Jednocześnie same wskazały swoje aktualne miejsce pod względem kreacji. Nie mają produktu, który tak jak “Radio Hello” mógłby trafić do wszystkich rozgłośni w kraju. Poza tym skasowały mój całkiem niegroźny komentarz na FB. Głosować nie będę.

Maciek Czaczyk może być Tomkiem Dolskim tej edycji. Bezpretensjonalny chłopak z gitarą, któż takich nie lubi? Już w wieku 17 lat ma warsztat, koncertuje, inspiruje się muzyką uznaną za ambitną. Jeżeli się nie wyłoży wokalnie, może awansować.

I zespół Plan, pracujący nad debiutanckim albumem. “Udział w MBTM to jedyna szansa na przebicie się na rynek muzyczny. Niestety, żyjemy w kraju, w którym nikt nie chce promować młodych artystów. Starzy wyjadacze okupują swoje pozycje i boją się nowej krwi. Taką mamy kulturę… Wytwórnie nie chcą niczego nowego, bo wolą sprzedawać to, co jest sprawdzone, a najchętniej zagraniczne” - powiedzieli muzycy. Jeżeli wokalistka Nuno zaśpiewa wyraźnie (spory problem na castingu) a kompozycja będzie przebojowa, mogą dać ciekawy show. Choć dla mnie są kilometry w oddali za NOKO z pierwszej edycji, gdzie zresztą występuje basista Planu.

Must be the music – 3 półfinał

5

Od zawsze ciekawiło mnie, skąd biorą się matematyczne podziały na liczbę półfinałów większą od dwóch. Trzecia połowa wbiła się do naszego słownika z odwagą wyrazu “zajebiście” i w dobie porozumiewania za pomocą skrótów uprościła wiele spraw. Zamierzam napisać tekst na temat trzeciego odcinka kwalifikującego do występu w finale programu Must Be The Music, ale ani magazyn TV, ani SEO-pozycjonowanie takiej drogi na okrętkę nie uznają.

Niech będzie – trzeci półfinał. Za tydzień, o zgrozo, czwarty.

Pani Paulina Sykut ślicznie swego czasu śpiewała w duecie z Iwanem Komarenką, jednak konferansjerka to inna para kaloszy, więc przygotowując się do niej warto jest przypomnieć sobie nazwiska, o których zamierza się informować widza. O ile prezydent Starogardu Gdańskiego jest większości odbiorców postacią obcą, o tyle uczestniczka, na którą zamierzają głosować już taką nie jest. Wioletta ma na nazwisko Marcinkiewicz. Jak nasz były premier. Łatwo zapamiętać.

Po wpisaniu w Google frazy “Wioletta Marcinkiewicz” wyskakuje informacja, że wokalistce podczas energicznego występu wysunęła się pierś. Wątpię, żeby którykolwiek z oglądających zwracał na takie rzeczy uwagę, dlatego współczuję producentom newsów konieczności analizowania wszystkich zdjęć w detalu z nadzieją na cień sensacji. Adeptka fryzjerstwa z Krynicy Górskiej zaśpiewała piosenkę Czesława Niemena, ale do finału nie awansowała, zadając kłam teorii, że wystarczy sięgnąć po jego repertuar i być osobą młodą, aby automatycznie dostać się dalej dzięki głosom widzów.

To stało się udziałem innej panny w ubiegłą niedzielę. Marcelina Olak sięgnęła po “Dziwny jest ten świat”. 14-latka wykrzyczała kolejno wszystkie frazy, czym wprawiła w zachwyt polskich posiadaczy telefonów komórkowych. Ela Zapendowska powiedziała jej, że czasem piano znaczy więcej niż forte. Kora dla odmiany nazwała ją “światową”. Prawda tradycyjnie leży pośrodku. Jestem zwolenniczką teorii, że trzeba parę razy dostać kopa w tyłek – i to takiego porządnego – żeby mieć czelność brać się za taki repertuar. Wtedy osobiste przeżycia, doświadczenia stanowią wartość dodaną i nawet cover staje się samoistnym bytem. Nie ma co się załamywać, polski showbiznes na pewno kopniakami zdolną dziewczynkę uraczy i może za dziesięć lat opowie nam ona we własnych piosenkach, o własnych przemyśleniach.

Kimś takim miała szansę być w zeszłym odcinku Anna Karwan. Osoba współpracująca z Anią Dąbrowską, Moniką Brodką i Anią Wyszkoni, a dysponująca lepszym wokalem od tych wszystkich pań razem wziętych. Choć tytuł wybranego utworu Adele “Turning tables” mówi wiele, nie jest autorskim dziełem Ani. Na tym samym poległa w pierwszym półfinale Nikola Pustała, która przecież również tworzy własne piosenki.

Siła pierwszej edycji Must be the Music polegała na tym, że wielu wykonawców obytych ze sceną zaserwowało nam gotowy produkt, który ludzie kupili w mniejszym lub większym stopniu. Bardziej niszowe NOKO trafiło na czoło listy przebojów Antyradia, Tomek Dolski wykonuje własne aranżacje na festiwalach, zaś Enej trafił dosłownie wszędzie. Ludzie głosowali na zasadzie Eurowizji, a radiowi spece pokroju niesławnego w swych czasach Roberta Kozyry darowali sobie dziwaczne sondy wśród reprezentatywnej grupy słuchaczy spośród kaczanu przynoszonego przez kliki i koterie managerów. Lud sam wybrał hit wakacji. I bardzo dobrze.

W zeszłym tygodniu poległy dwa najbardziej kompletne zespoły: AtmAsfera i Kamień Kamień Kamień. Ukraińska AtmAsfera ma doświadczenie woodstockowe i ciekawy skład instrumentalny, zaś Kamyczki z Łodzi zaintrygowały kompozycją oraz charyzmą lidera. Obie kapele są radiowe, a jednocześnie taka muzyka nie jest zbyt mocno promowana w mediach. Szkoda. Finał MBTM mógł to zmienić. Kamień Kamień Kamień zapewne dostanie dziką kartę, ponieważ prowadzi w głosowaniu na FB i w RMF FM. Co ciekawe, smsów nie napłynęło tyle, aby dać im miejsce nawet w pierwszej czwórce.

Wystarczyło ich za to dla duetu MashMish, grającego muzykę, której w mediach jest wręcz za dużo i wszystko brzmi w zlewający się sposób podobnie. Dość strawne, choć bez rewelacji. Jurorom bardzo się podobało, ale nie od dziś wiadomo, że w telewizji ręka rękę myje, a wokalistka ma przyjemność być córką świetnej aktorki Ewy Kasprzyk.

Do kategorii “niewykorzystany potencjał” dopisujemy De Nuevo. Żeby gitarową solówkę zagrać jak Santana trzeba mieć fach w ręku, ale wirtuozem się zostaje, gdy takie numery się wymyśla samemu. Wokal przyćmiony przez instrumenty. Szkoda ładnej barwy. Na koncert i tak bym poszła.

Kategoria “od czapy” – pani Renata Sachadyn. Obciachu nie było. Duża klasa, ciekawa osobowość starszej pani z gitarą; na pewno jury wybierając półfinalistów chciało pokazać, że można dobrze się prezentować bez względu na wiek. Recitale w Ciechocinku przed panią Renatą stoją otworem.

Kategoria “kompletnie niedocenione” – Dzień Dobry. W czasach, gdy modna młodzież słucha reggae czy walenia po bębnach, zapomina się, że przed dwudziestoma laty awangarda lubiła również Raz Dwa Trzy i Stare Dobre Małżeństwo. A oni przypominają tamten klimat. Szeherezada nie cieszy się, że przypomniała sobie swój wiek, ale cieszy się ze wspomnień dzieciństwa.

Za tydzień oczekuję szczególnie niecierpliwie występów Bruk Braders i polskiego The Cure – FreeX Family. Oczekuję również wieszania psów na Macieju Czaczyku za czelność bycia słodkim chłopcem i głosy od nastolatek. Oraz jazgotu, że jakimś cudem do finału weszły kolejne śpiewające dziewczynki, czyli Blamed. Ale o tym w kolejnej opowieści 1001 nocy.

Wasza Szeherezada

Go to Top