Posts tagged robert kozyra

Kacper Sikora i Marcin Muszyński awansowali do finału Mam Talent 4

0

Kacper Sikora

Kolejny dobry wokalista zasilił skład finałowy czwartej edycji “Mam Talent”. Kacper Sikora już na castingu zaśpiewał “Losing my religion” z repertuaru REM lepiej od oryginału, a w półfinale wziął się za Stinga, z którym również zwyciężył. O ile sam Sting ma ograniczenia w aparacie głosowym, o tyle towarzyszący mu w nagraniu “Desert Rose” Cheb Mami charakteryzuje się trudnym do powtórzenia arabskim zaśpiewem. Sikora podjął się również tego zadania z pozytywnym skutkiem.

Kacper Sikora casting

Znacznie gorzej poszło Kindze Hornik. Jej interpretacja “It’s not goodbye” Laury Pausini zaleciała szkolną akademią w auli, podczas której wszyscy ściągają zadanie z matematyki. Cały stres odbił się na głosie trzynastolatki bardzo wyraźnie.

Oglądam “Mam Talent” od samego początku i dopiero teraz zobaczyłam magika, który naprawdę mi się spodobał. Show Marcina Muszyńskiego choć zawierał typową dla iluzji otoczkę, był daleki od estetyki bazaru. Dość niespodziewanie konkurentem w dogrywce został spec od diabolo Krzysztof Riewold. Takiego przyrządu program jeszcze nie widział. Występ był poprawny, ciekawy i mi się podobał, natomiast trudno o urozmaicenie go w finale. Sądzę, że ludzie głosowali na rastamańską czapkę kuglarza z dredami. Elektorat Kamila Bednarka.

W tańcu DPS Kollektiv największe wrażenie wywarł na mnie podkład muzyczny. Stać ich na więcej. Podobnie jak dziewczyny z White Slide. Robert Kozyra podsumował je dość trafnie: “to był aerobic”. W kilku figurach pokazały, że są wygimnastykowane. Takie umiejętności można lepiej zagospodarować. Ponadto Małgorzata Foremniak równie celnie stwierdziła: “chciałyście zaskoczyć męską część widowni, a powinnyście spróbować zaskoczyć żeńską część widowni”.

Nie znam się na saksofonie. Natomiast pan Kozyra widocznie zna się na tym instrumencie bardzo dobrze, bo nazwał z wielkim przekonaniem Dawida Ciesielskiego “efekciarzem”. Smooth jazz to chyba jednak nie moje klimaty – nie umiem ocenić czy wykonanie było dobre, czy nie, ale bardziej pomysłowy był Wroclove Saxophone Quartet przed kilkoma tygodniami.

Natomiast zdecydowanie się nie zgadzam z panem Kozyrą w kwestii Kuby Jaźwieckiego. Dla przypomnienia – juror się zarzekł, że autorskiej kompozycji Kuby nie puszczałby w Radiu ZET. Otóż znając playlistę Radia ZET z czasów obecnych oraz z czasów panowania tam członka komisji, jestem w całej rozciągłości pewna, że gdyby ten utwór przysłała zagraniczna wytwórnia a wokalistą by był Bruno Mars, Melanie Fiona, Lenka albo inne lansowane szambo, to oparta na czterech akordach piosenka by nie schodziła wręcz z anteny ku radości wszystkich pań w biurach, urzędach oraz sklepach pracujących przy dźwiękach tego typu muzyki. Kuba miałby większe szanse na finał w Must be the Music.

Kuba Jaźwiecki półfinał

Lena Romul i Olaf Bressa awansowali do finału Mam Talent 4

0

Lena Romul

Drugi półfinał czwartej edycji “Mam Talent” stał na wyższym poziomie artystycznym niż ten pierwszy, ale za to werdykt rozsierdził internautów. Szeherezadę również.

Widzowie tej produkcji TVN mają większą niż inni skłonność do głosowania na wszystko poniżej 130 cm wzrostu i stąd program mogący być trampoliną do sławy dla ukształtowanych artystów, od dawna jest drugą Ulicą Sezamkową. Tym razem pod smsami na młodego chłopca Olafa Bressę swoją pieczęć postawili jurorzy, wybierając go w starciu z harmonijkarzem Jakubem Sikorą. Czy Sikora ma mniej przebojową osobowość? Czy jest złym muzykiem? Nie. Porwał publiczność i za pomocą niedocenianego instrumentu zagrał skocznego rock’n'rolla. Wątpliwej jakości śpiewaków natomiast w tej edycji “Mam Talent” bardzo dużo i oto zamiast zróżnicować finałowy skład, jury dokooptowało jeszcze jednego.

Olaf jest niewątpliwie sympatycznym chłopcem z zalążkami umiejętności, które może znacznie rozwinąć (jak sam wspomniał, na tym etapie nie wie, czy na pewno chce śpiewać – ale oczywiście trzeba go było wpakować do finału). Ale jego głos jeszcze nie jest ukształtowany, co było w całej rozciągłości słychać. Kuby Sikory szkoda.

Nofiltrato

I szkoda jeszcze bardziej świetnej, charyzmatycznej grupy performerskiej Nofiltrato (tych ze świńskimi buziami). Ich castingowy show akurat był dość sztampowy i przypominał oglądane przeze mnie podczas pobytu w Nowym Jorku w masowych ilościach American Best Dance Crew, ale półfinał w wykonaniu Nofiltrato był frapujący, świetnie dopracowany i nie dziwi mnie, że to właśnie oni byli faworytami w sieci. Być może maski zniechęciły widzów do głosowania. Klasyczny wysyłacz smsów lubi spersonalizowane, rzewne historie stojące za uczestnikiem.

Podobno mogą otrzymać dziką kartę do finału. Oby.

Lepszy pierwszy występ zanotowała za to Lena Romul. Tu – grała na pianinie, na saksofonie – super. Ale pofałszowała i, jak słusznie zauważył Robert Kozyra, nie przekazała emocji piosenki. Na finał powinna przygotować ponownie utwór lepiej eksponujący jej mocne strony głosu, np. barwę. Natomiast Lena sprawia wrażenie oryginalnej kobiety. Kilka jej ripost z programu na żywo, gdzie powinna być zestresowana, może zawstydzić profesjonalnych copywriterów myślących przez wiele dni nad takimi “one linerami”.

W jednej z poprzedniej edycji pojawił się taki gość, który potrząsał kukiełkami wyobrażającymi jurorów. Teraz go musieli zatrudnić przy produkcji, bo jury czasem nagle a niespodziewanie atakuje jakiegoś uczestnika jak na zlecenie. Wiem, że przez słuchawki ktoś im podpowiada: “Jest nudno, ma być szpila” i to jest chyba właśnie ten komik z teatru lalkowego.

HD Dance Studio
może faktycznie nie zachwycili, ale nie było aż tak źle żeby po nich pojeździć z góry na dół i nie znaleźć żadnego plusa. Dało radę obejrzeć. Magdalena Lechowska rozbujała mnie swoim show. Nie zgadzam się, że nie przyciąga uwagi. Na castingu była cudowna, a jej wykonanie było jednym z raptem kilku, które utkwiły mi w pamięci. Szkoda, że w nowym repertuarze poszła w Lolę Flores zamiast wykorzystać tamten niski wokal z pierwszego występu.

Bardzo poprawne akrobacje zaprezentowała Magdalena Sztencel. Może to nie wystarczyło, aby wzruszyć usytuowanych przed telewizorami, może tempo nie było aż tak wysokie, ale należy docenić kunszt i to, że nie zakręciło jej się w głowie. Wroclove Saxophone Quartet dla mnie byli świetni. Żałuję, że nie otrzymali większej liczby głosów. Dobrze wybrana piosenka (soundtrack “Mission Impossible”) i żartobliwa interpretacja. Oprócz tego, sympatyczni muzycy. Jeżeli koncertują we Wrocławiu, postaram się ich odwiedzić.

Mam Talent 4 – pierwszy półfinał

0

Kuba Wojewódzki był, jaki był. Swoim ego wypełniał całe studio nagrań, sypiał z nastolatkami, rozbijał się porsche, przeklinał do ludzi usiłujących zrobić z nim wywiad, zażywał narkotyki, tetryczał przy X-Factor, zarzucał wokalistom słaby angielski jakby sam znał ten język lepiej, no i prowadził tokszoły, żeby w dobrym czasie antenowym kopać w PiS, w którym i tak już nic nie zostało do obicia.

Nie zmienia to faktu, że do czasu gdy ktoś pójdzie po rozum do głowy i zatrudni Roberta Górskiego, Kuba Wojewódzki będzie najlepszym jurorem polskich talent shows. Takim, który zawsze powie coś śmiesznego, a czasem nawet i do rzeczy. Robert Kozyra tego miejsca nie wypełnia i “Mam Talent” podupadł. Mało tego, pan Kozyra jako były szef muzyczny Radia ZET niczym Ebenezer Scrooge ogląda swoje wyrzuty sumienia śpiewające na scenie i pyta wprost: “Dlaczego o tobie jeszcze nie jest głośno?” Uśmiech uczestnika bywa wtedy gorzki. A kiedy ma szansę zrobić dla odmiany coś dobrego, wywala tego wokalistę

i zastępuje go fałszującymi pannami, które w półfinale Rihanna wyraźnie przerosła. Na castingach jury było dość drętwe i jako jedyni poziom trzymali najlepsi prezenterzy programów rozrywkowych: Marcin Prokop i Szymon Hołownia. Agnieszka Chylińska raz na odcinek rzuciła dowcipem a Małgorzata Foremniak w zależności od poziomu wykonania i wyglądu zewnętrznego twórcy korzystała z jednej z fraz: “Mam ciary”, “Chciałabym cię schrupać”, “Nie porwałeś mnie”.

Ku mojemu zaskoczeniu w odcinku na żywo jurorzy radzili już sobie werbalnie lepiej i, co dziwi jeszcze bardziej, z reguły się z nimi zgadzałam. Wyjątek stanowiła Daria Zawiałow, która “nie porwała mnie” -) ale może to dlatego, że naoglądałam się czysto śpiewających artystów w The Voice of Poland. Przed młodą panną z Koszalina jeszcze kawał drogi. Umiejętność zaśpiewania wysokiego dźwięku nie oznacza automatycznej kontroli nad nim, a przy rapowanej zwrotce lekko się dusiła. Nie było to czarowne, naturalne flow. W internecie dominuje opinia, że Brytyjka Cher Lloyd w zagranicznym programie poradziła sobie z interpretacją tego właśnie utworu o niebo lepiej.

Ponoć zbliżoną choreografię do ukraińskich wykonawczyń tamtejszego “Mam Talent” zaprezentowały panie z Mira Art, czyli już finalistki. Dla mnie był to jedyny występ wieczoru, który wzbudził głębsze emocje. Scenografia, ścieżka dźwiękowa i ruchy tancerek – jak z bajki. Macham ręką na drobne niedociągnięcia w synchronizacji.

Większe problemy z tym elementem miała grupa Spoko. Ciekawy show z grą świateł zburzyła druga część pokazu, gdzie panie nie były ze sobą odpowiednio zgrane, a tego wymagamy od tanecznych zespołów. VIP 54 należy rozpatrywać w kategorii żartu, choć na wieczorach panieńskich na pewno chłopcy zdają egzamin. Momenty, w których przypominali boysband przy akompaniamencie rzewnej ścieżki muzycznej rozbawiły mnie. Mam nadzieję, że to nie miało być na serio sexy.

Więcej spodziewałam się po Kung Fu Dynamics. Choć przy współudziale interaktywnej scenografii przenieśli nas w świat Tekkena, był to bardziej pokaz walki, a nie show. Na castingu więcej skakali, co na widzu w kapciach musi robić wrażenie.

Maciej Sikorski bombowo sparodiował Joannę Senyszyn. Innych może nieco gorzej, w każdym razie uchachane w trakcie występu jury nie brzmiało wiarygodnie przy ocenie twierdząc, że w ogóle się nie bawiło. Kiedy mnie coś nie śmieszy, to się nie śmieję, w przeciwieństwie do nich, ale widocznie ta baba Szeherezada jest jakaś inna.

Nie oglądałam Kamila Skickiego i nie upolowałam jego prezentacji w internecie, ale pamiętam, że na castingu w swojej składance udało mu się zmieścić dwa utwory grane przez Tomka Dolskiego w Must Be The Music.

Została nam Anna Dudek. Okazało się, że “California King Bed” Rihanny to nie India Arie i nie wystarczy pomruczeć pod nosem, żeby uzyskać zadowalający efekt. Porażka przy wyborze repertuaru obnażyła braki wokalne, szczególnie przy refrenie. Cóż, ktoś do finału spośród grona niedoskonałych awansować musiał, padło na nią, miejmy nadzieję, że w finale pani Ania postawi na bardziej kameralny występ, w którym łatwiej kontrolować swój głos.

Go to Top